Opis:
O co chodzi z tą Belgią? To przecież kraj dobrze znany; jego stolica, Bruksela, jest siedzibą unijnych instytucji. Wszyscy o tym wiedzą. No cóż, jeśli tak myślimy, to ta książka na różne sposoby nas zaskoczy. Jest Królestwo Belgii, ale nie ma belgijskiego języka, a obywatelstwo belgijskie to tylko kwestia administracyjna. Mieszka tu dziesięć milionów ludzi, ale są oni Flamandami lub Walonami. We Flandrii mówi się po niderlandzku, w Walonii po francusku, w Brukseli także po angielsku. W Belgijskiej melancholii przemierzamy terytorium tych dwóch skłóconych prowincji, a każde nowe miejsce przenosi nas w czasie. Poznajemy historię -poprzez fakty, legendy, anegdoty, ale nade wszystko poprzez miejsca wydarzeń, które dziś możemy zwiedzać. Poznajemy też współczesność - od belgijskich frytek, codziennego życia, specjalnej roli rodziny po strukturę administracyjną, kulturę i sztukę, edukację i leczenie, a także religię i politykę. A przy tym gdzieś na drugim planie przewija się wątek osobisty: opowieść o kontaktach z belgijskimi współpracownikami, towarzyszeniu polskim delegacjom państwowym, o realiach pracy zawodowego obserwatora wydarzeń, który czasem spontanicznie staje się ich uczestnikiem.
Nie ma w tej chwili żadnych recenzji aby dodać własną kliknij
tutaj
Warto sięgnąć po tę książkę, choćby po to, żeby wraz jej bohaterami przeżyć sto lat, nie tak odległych naszych dziejów zakotwiczonych, co prawda w ramach wielkich historycznych wydarzeń, lecz oglądanych przez pryzmat codzienności, jakże odległej od patetycznych i wyniosłych wersji dziejowych wydarzeń, podrzucanych nam z nabożną czcią i podziwem, do bezkrytycznego przyswojenia, przez nawiedzonych duchem...
Wstrząsające historie o relacjach polsko - ukraińskich na terenie dzisiejszych bieszczad i w ich okolicach. Reportaże ukazują pokłosie konfliktu który ma swe źródła w latach '40 a trwa do dzisiaj.
Dwie różne historie dziejów dwóch różnych orientacji narodowych - pamięć trwa do dzisiaj.
Książka o wzajemnej niechęci społeczności pogranicza.